Moja opinia na temat polskich kierowców

Pomimo przynależności do Unii Europejskiej, mentalność polskich kierowców ciągle jest zawieszona gdzieś pomiędzy Europą a Azją. Osobiście uważam, że patrząc na to, co niemal codziennie dzieje się na polskich drogach – jesteśmy bliżej standardów rosyjskich czy indyjskich niż krajów cywilizowanych. U nas ciągle kierowca jest panem i władcą, któremu wszyscy dookoła mają się podporządkować. To podejście bliskie mentalności wschodniej, zasadniczo inne niż podejścia w krajach Europy Zachodniej, gdzie to pieszy traktowany jest jako świętość.

Dosłownie tydzień temu, zostałabym rozjechana przed wejściem do sklepu sprzedającego części samochodowe Poznań. Najzwyczajniej w świecie jakiś poddenerwowany kierowca widocznie doszedł do wniosku, że zbyt długo przechodzę przez jezdnię, bo gdy byłam w połowie drogi, postanowił niespodziewanie przyspieszyć przez co o mały włos mnie nie zabił. Z całą pewnością gdzieś się spieszył, a może najzwyczajniej w świecie „miał ciężką nogę”.

O ile nasz park samochodowy zmienił się nie do poznania, mamy nowoczesne salony z nowymi samochodami, dobre sieci stacji benzynowych, to nasze nastawienie w obsłudze pojazdów mechanicznych bliższa jest raczej zabawom w piaskownicy niż dojrzałemu, europejskiemu poziomowi kultury jazdy (dodatkowe informacje pod tym adresem: http://www.polskieradio.pl/9/396/Artykul/906586,Kultura-jazdy-w-Polsce-czyli-rzecz-o-kierowcach-egocentrykach-) i zachowań na drodze.